Wysłać ich wszystkich w kosmos!

Będąc dzieckiem często stroniłam od sprzątania. Być może dlatego, że miałam starszą siostrę, która robiła to lepiej niż ja. Ogólnie była starsza, więc może rodzice nie wymagali ode mnie aż tyle co od niej. Być może ona sama czuła się w obowiązku trzymania czystości w naszym domu, gdy mama miała inne prace na głowie właśnie dlatego, że jest najstarsza. Sprzątałam wtedy, gdy naprawdę już musiałam. Po kilku latach trochę się to zmieniło i doceniałam, gdy jest czysto zwłaszcza, że w tym czasie zaczęły się wizyty mojego męża 😊 (wtedy jeszcze nie-męża). No przecież musiałam pokazać się z najlepszej strony.

Wszystko zmieniło się po narodzinach dziecka. Pokochałam sprzątanie i czystość tak jak i kaszę, której wcześniej nie znosiłam jeść. Sprzątałam jak głupia, chciałam żeby maluszek rósł w czystym domu i oddychał świeżym powietrzem. Co więcej po narodzinach drugiego dziecka zaczęłam mieć dziwne jazdy, bo ciągle jest brudno, bo dopiero co skończyłam sprzątać a po chwili jest już syf. Do tego miałam wrażenie, że ja posprzątam najlepiej, dlatego wolałam to zrobić sama niż miałby mnie ktoś wyręczyć. Nie jestem pedantką ale wkurzałam się bardzo, gdy w jednym kącie posprzątane, odwracam głowę a w drugim jakby huragan pierdolną z podwójną siłą. Sprzątanie stało się dla mnie odstresowaniem, chwilą dla siebie, dlatego mąż zabiera dwójkę i zamykają się w jednym pomieszczeniu a ja spokojnie sprzątam resztę domu. Spokojnie niestety jest niekiedy niemożliwe…

Czasami mam ochotę wysłać ich wszystkich w kosmos. Bo On znowu wlazł butami w świeżo umytą podłogę. Bo dopiero co poskładałam zabawki a młoda znowu je porozrzucała. Jedyną myślą wtedy jest to czy nie wyrzucić ich przez okno bo mnożą się jak myszy. Albo taka sytuacja, ścieram kurze a młody rozkłada pod nogami klocki lego i delikatnie ma w nosie, że jak tu akurat wycieram bo mam nie rozdeptać jego nowo zbudowanej bazy. Albo jadę z odkurzaczem a młoda ma to głęboko w poważaniu i rozkłada się jak mops na dywanie, śmiejąc się szyderczo. A znacie sytuację, gdy wieszacie pranie a mały człowieczek idzie za Wami i ściąga to co właśnie powiesiłyście?! U nas to standard.

Niestety jakoś rodzicielstwo i porządek ni chu… nie idą ze sobą w parze i nie mają po drodze. Młoda śpi w ciągu dnia 2 godziny, gdy ktoś zapyta co ja robiłam takiego przez ten czas to mam ochotę przyrąbać mu w łeb. Bo obiad się sam nie zgotuję, pralka sama nie nastawi, pranie samo nie rozwiesi a  kuchnia sama nie posprząta. Nie wspomnę o tym, że nie mam kibla z opcją samoczyszczenia a na podłodze przez cały dzień zbiera się sterta brudu, który ktoś musi zmyć. Przyznam szczerze, że sama się czasem zastanawiam, dlaczego nie widać efektów mojej pracy? Młody z roczną ganiają się w tą i z powrotem. Młodsza co chwilę opróżnia szafki, jakby ktoś ją zaprogramował do ciągłej demolki. Próbujesz to ogarnąć ale co chwilę podłoga na klatę przyjmuje coś nowego i samo się nie podejmie i nie włoży z powrotem na półkę w szafce. Tak o to co chwilę robi się syf. Najlepsze jest to, że powstaje on własnie wtedy, gdy małżonek wraca z pracy.

Przychodzi sobota, Szanowny ma wolne i wtedy mam ochotę wysłać ich daleko… Całą trójcę wykopać i w końcu zrobić generalne porządki, bez jęczącej istoty za tyłkiem, która ciągle coś rozwala, bez rozrzuconych klocków, których delikwent nie widzi potrzeby sprzątania, gdyż za godzinę znowu będzie się zapewne nimi bawił, bez odcisków butów na drewnianej podłodze. Marzę sprzątać cały dzień i zrobić generalnie to co każdego dnia ale nie po łebkach a dokładnie. Marzę zrobić porządek, usiąść, następnie zaparzyć sobie kawę i cieszyć się tą czystością. Upajać się zapachem świeżo zawieszonej, wypranej firanki. Przeglądać się w wyszorowanych płytkach w łazience niczym w lustrze.

Tylko….

Czy nie zatęsknię za małymi rączkami, które gdy tylko mogą zrywają firankę z żabek? Czy nie zatęsknię za śmiechem podczas zabawy na dywanie? Czy nie zatęsknię za bosymi stópkami stukającymi o tą niedawno zmytą podłogę?

I choć wkurzam się czasem na to, że tak ciężko przy dzieciach utrzymać porządek, to czym byłby dom bez rodziny i dzieci?

Kończę ten wpis stwierdzeniem, że nie fajnie jest siedzieć w MUZEUM a dzieci ma się po to by czasem psociły i robiły syf w domu 😉. Może warto czasem odpuścić sobie i zwyczajnie się z nimi pobawić…. w tym bałaganie, który sprawia, że są szczęśliwe?


*Jeśli spodobał Ci się ten wpis możesz go polubić.

*Miło mi będzie jeśli go udostępnisz i pójdzie w świat być może komuś pomóc.

*Jeśli chcesz być z nami na bieżąco dołącz do MamaModna na Facebooku i Instagramie.

Jestem tu dla Was i dla Was się zmieniam <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *